Zespół Dworsko - Parkowy Olszynka

Zespół Dworsko - Parkowy Gdańsk Olszynka zbudowany w latach: 1790-1802 we wsi Mała Olszynka (niem. Klein Walddorf), która w sierpniu 1933 roku została włączona w granice administracyjne Gdańska. Dwór wpisano do rejestru zabytków w dniu 15 października 1973 roku, poz. nr 646 (obecnie nr 767). Od wiosny 2018 roku właścicielem zabytku jest Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE

piątek, 5 czerwca 2026

Legenda o malowidle w naszym dworze

Jako, że wczoraj przejeżdżałem motocyklem przez Cecenowo, przypomniała mi się opowieść śp. prof. Jerzego Sampa o tym, jak rzekomo doszło do pojawienia się na ścianie naszego dworu malowidła z motywem marynistycznym. Oto jej treść:

Klęcząca panna

Pastorówka była jednym z domów przy ulicy Świętej Trójcy na Starym Przedmieściu w Gdańsku. Budowli tej dziś już nie znajdziemy. Z drugiej strony ulicy jest jednak dom o podobnej konstrukcji z drewnianą ambonką na zewnątrz. Mieszkają tu ojcowie franciszkanie, do których poza wielką świątynią należy też kaplica Świętej Anny. W pofranciszkańskim klasztorze luteranie otworzyli gimnazjum akademickie. Kazania głosili we wspomnianym kościółku lektorzy języka polskiego. Najwięcej zaś zasług na polu propagowania polszczyzny w dziewiętnastym stuleciu miał Krzysztof Celestyn Mrongowiusz. Pochodził wprawdzie z Mazur, lecz blisko połowę pracowitego i długiego życia spędził w umiłowanym Gdańsku. Uczył też w szkole świętojańskiej.

We wspomnianej pastorówce wcześniej gościł zapewne kapelan książąt pomorskich Mostnik, zwany też Pontanusem. Wprawdzie nie mieszkał w Gdańsku, ale dość często tu bywał. Zresztą dla ratowania mowy Słowińców drukował w gdańskiej oficynie Jerzego Rheta swój Mały katechizm. Być może współczesny Mrongowiuszowi luterański duchowny Lorek, również jak on z urodzenia Mazur, opowiadał mu zasłyszaną jeszcze w Cecenowie, gdzie pracował, historię o dwojgu zakochanych, którzy poznali się w okolicach Łeby.

Dziewczynie było na imię Agnes, na jej umiłowanego zaś wołano Albin. Poznali się na nabrzeżu. Młodemu rybakowi wcale się nie podobało, że ostatnią ludzką istotą, którą dojrzał przed odpłynięciem, była młoda niewiasta. Ta zaś żegnała go wzrokiem, nieświadoma, że oto łamie pewien zakaz. Wedle bowiem silnie zakorzenionych przesądów, nie mogło to wróżyć niczego dobrego. Tym razem było jednak inaczej. Nie dość, że przez czas połowu Albinowi sprzyjały najkorzystniejsze wiatry, to jeszcze trafił na wymarzoną ławicę. O ile dwie inne łodzie żaglowe poławiających wokół rybaków były tak samo płytko zanurzone jak wówczas, gdy wypływali na łów, o tyle on ze swoją załogą nie mogli nadążyć z wyciąganiem pękatych i ciężkich od ryb sieci.

Wracał do przystani co prawda bardzo utrudzony, lecz w doskonałym nastroju. Jakież było jego zdziwienie, gdy na brzegu dostrzegł tę samą co przedtem dziewczynę. Tym razem uznał to za jakiś znak i postanowił odtąd nie wierzyć przesądom związanym z wyruszaniem w morze na połów w obecności kobiet.

Nieznajoma gościła w pobliskiej osadzie Smołdzino, ponieważ właśnie odwiedzała tam dalszych krewnych. Była córką bardzo zamożnego gdańszczanina. Rybak odważnie zapytał, jak się nazywa, a gdy usłyszał, że Agnes, wziął to za dobrą wróżbę. Wszak imię to zaczynało się na tę samą literę co jego własne. Albin uznał, że musi w tym być jakieś zrządzenie losu, nie zaś zwykły przypadek. I oto oboje wkrótce stali się nierozłączną parą.

Ona gotowa była zapomnieć, że jest gdańszczanką pochodzącą z zacnego rodu, on zaś zdawał się zupełnie nie pamiętać o tym, iż należy do prostych słowińskich rybaków. Dni upalnego lata szybko mijały. Złowiona ryba dobrze się sprzedawała, lecz w końcu młodzi musieli się rozstać.

Na to tylko czekał przewrotny Smętek, zły duch nadmorskich rubieży. Najpierw udał się do rodziców Agnes. Pewnego dnia odwiedził gdański kantor jej ojca przebrany za sołtysa ze Smołdzina. Załatwiając jakąś pożyczkę, niby to od niechcenia wspomniał, że córce pochodzącej z rodu o tak dobrej sławie nie godzi się zadawać ze zwykłym rybakiem, mieszkańcem ubogiej osady pod wydmami. Poskutkowało. Gdańszczanin natychmiast kazał służbie sprowadzić dziewczynę do miasta.

Zabrana od krewnych wbrew swej woli ledwie zdążyła się pożegnać z Albinem. Obiecała jednak, że wkrótce do niego wróci. Potem zły Smętek poddał rybaka straszliwej próbie. Albin łowił na swej łodzi żaglowej i nie po raz pierwszy znajdował się tak daleko od lądu, że ledwie widział zarysy Helu. Nagle zerwał się groźny sztorm. W jednej chwili stracił maszt wraz z żaglami. Potem wysokie jak nadmorskie sosny fale zatopiły jego łódź. Po szczątkach wyrzuconych przez morze na brzeg stwierdzono, czyją własnością był kuter.

Smutna wiadomość o katastrofie dotarła wnet do Gdańska. Mówili na jej temat głównie poszkodowani szyprowie, którym jednak udało się cało wyjść z morskiej zawieruchy. Wkrótce z Targu Rybnego wieść dotarła do kantoru ojca dziewczyny. Ta zaś, gdy tylko ją usłyszała, nikogo nie pytając o zgodę, ruszyła konno do przystani Słowińców. Próżno jednak spodziewała się tam zastać swojego Albina. Od czasu feralnego sztormu wszelki ślad po nim zaginął. Rybacy z osady powiedzieli jej tylko, że umiłowany popłynął na wschód, by natrafić na jak najlepszą ławicę ryb, i już nie wrócił, a dalsze wyczekiwanie go nie ma najmniejszego sensu.

Smętek triumfował, jednakże Agnes nie zamierzała dawać za wygraną. Od tamtego dnia widywano ją, jak każdego ranka i wieczora klęczy na szczycie wydmy, zwrócona ku wschodowi i ze złożonymi rękami modli się, by powrócił. Mówiono nawet, że z tęsknoty postradała zmysły. Nie zważała nawet na kaprysy pogody.

Wraz z nią cierpieli też jej rodzice. Nie taką przyszłość jedynego dziecka sobie wyobrażali. W końcu ojciec udał się po poradę do człowieka uznawanego powszechnie przez ówczesnych gdańszczan za mędrca. Ten, dowiedziawszy się, z jakim kłopotem do niego przychodzi, zaczął w swoich myślach kreślić sylwetkę zwróconej na wschód panny klęczącej na szczycie piaszczystej wydmy, ze złożonymi do modlitwy dłońmi. Ależ tak! Przypominała mu kontury Bałtyku widziane w oficynie znanego gdańskiego drukarza. Właśnie odbijał na czerpanym papierze sporego formatu mapę tej części kontynentu, starannie opracowaną przez mistrza kartografii.

Wiedział też, że Agnes postąpiła tak, jak jej dyktowało serce. Zaczął więc z pomocą wielkiej szklanej soczewki przypatrywać się tej części morza, gdzie Bałtyk wyobrażony jako klęcząca panna mógł mieć serce.

-Tu musicie szukać Albina, o ile jeszcze żyje - powiedział kupcowi mędrzec, wskazując pewien punkt.

Ten, niewiele się zastanawiając, przekazał odpowiednie namiary kapitanom swoich statków handlowych, którzy natychmiast ruszyli na ratunek.

Pomoc przyszła w samą porę. Odnaleźli nieprzytomnego Albina, którego wyziębione ciało od paru dni dryfowało po wodach Bałtyku na kawałku drewnianej burty. Tylko tyle zostało z jego łodzi. Przez całe tygodnie wracał do sił w szpitaliku przy Długich Ogrodach, noszącym imię patronki Kaszub świętej Barbary. A gdy go tam odwiedziła promieniejąca ze szczęścia Agnes, oboje postanowili już na zawsze pozostać w grodzie nad Motławą. Tutaj założyli rodzinę i ufundowali dla kościółka w Smołdzinie dzwon wdzięczności za ocalone życie. Odlany przez gdańskiego ludwisarza Michała miał pierwotnie trafić do innej zupełnie świątyni, lecz wojna północna pokrzyżowała wiele planów. Do dzisiaj służy tamtejszym wiernym. Również i tym razem kaszubski Smętek musiał przegrać z ludźmi, którym pragnął zaszkodzić.

Agnes i Albin doczekali się sporej gromadki dzieci. Każde z nich dobrze znało historię poznania się ich rodziców. Jeden z wnuków tak bardzo się do niej przywiązał, że postanowił jakoś utrwalić choćby fragment opowieści. Będąc właścicielem okazałego dworu na gdańskiej Olszynce, kazał ścianę pałacowej sieni ozdobić jedynym w swoim rodzaju malowidłem. Widać je w pełnej krasie z salonu na piętrze po otwarciu korytarzowych drzwi. To nawiązanie do udanego połowu ryb przez Albina po tym, jak po raz pierwszy ujrzał swoją Agnes. Obraz ścienny szczęśliwie przetrwał do naszych czasów. Kto wie, może to właśnie przy nim pastor Lorek wszystko to opowiedział zacnemu Mrongowiuszowi? A może wcale tak nie było?

Jerzy Samp

wtorek, 18 lutego 2020

Raport końcowy z remontu dachu Dworu Olszyńskiego

Realizacja drugiego, poważnego projektu Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE na Olszynce dobiegła końca, a więc najwyższa pora na raport końcowy.
Kapitalny remont dachu Dworu Olszyńskiego rozpoczęliśmy 21 maja, a zakończyliśmy 10 sierpnia 2019 roku. W ciągu siedemdziesięciu dni roboczych, sposobem gospodarczym, dzięki zaangażowaniu kilku doświadczonych cieśli i dekarzy z głębi kraju, pod nadzorem konserwatorskim mamy za sobą ogrom pracy przywracającej dawny wygląd dachu dworu z całkiem nowymi lukarnami, obróbkami i orynnowaniem z blachy miedzianej, pokrytego dachówką ceramiczną tzw. esówką.
Projekt ten był dla nas nie tylko wielkim wysiłkiem fizycznym i logistycznym. Przystąpiliśmy do niego z nadzieją otrzymania obiecanej przez śp. Prezydenta Pawła Adamowicza dotacji w wysokości 75 procent całości poniesionych kosztów. Z taką myślą w grudniu 2018 roku złożyliśmy w Biurze Miejskiego Konserwatora Zabytków stosowny wniosek. Zgodnie z urzędniczą procedurą miał on być rozpatrzony w styczniu 2019 roku, tak abyśmy na wiosnę znali dokładną wysokość przyznanej kwoty oraz warunki jej rozliczenia. Niestety, z niezrozumiałych dla nas przyczyn Biuro MKZ opóźniło wykonanie swego zadania i dopiero 2 sierpnia 2019 roku zgłosiło gotowość podpisania z nami umowy dotacyjnej, a więc wówczas, gdy my już kończyliśmy prace przy dachu. Skorzystanie z dotacji zostało w tej umowie uwarunkowane bardzo skomplikowanymi wymogami. Od razu było nam wiadomo, że przeprowadzenie remontu sposobem gospodarczym, przy dużym udziale pracy wolontariuszy, mocno zderzy się z tymi przepisami i bardzo utrudni nam skorzystanie z przyznanej dotacji. Tak też się stało. Początkowo podjęliśmy starania w tym kierunku, ale z racji zakończonych i rozliczonych prac nie byliśmy w stanie niczego już zmienić i sprostać oczekiwaniom MKZ.
Tak oto drugi, znaczący projekt zmierzający do przywrócenia założeniu dworsko – parkowemu Gdańsk-Olszynka dawnego blasku nasz zbór zrealizował bez złotówki jakiejkolwiek dotacji ze środków publicznych. Z tej racji cała chwała i wdzięczność za nowy dach Dworu Olszyńskiego należy się Bogu i ludziom, wolontariuszom i darczyńcom, których On pobudził, by wesprzeć nas w tym niełatwym zadaniu. Nie licząc bardzo cennej pracy wolontariuszy, kosztów projektowania i innych wcześniejszych kosztów warunkujących otrzymanie pozwolenia na budowę, remont kapitalny dachu dworu kosztował nas 248 613,79 złotych. Skąd wzięliśmy te pieniądze?
Przede wszystkim pragnę podziękować Członkom i Przyjaciołom Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, którzy wiernie i regularnie wpłacają do kasy zboru dziesięciny, darowizny i ofiary. To głównie dzięki Wam nie zatrzymujemy się w pracach na Olszynce. Serdecznie dziękuję Darczyńcom spoza naszego zboru, którzy wspomogli nas jednorazowymi bądź wielokrotnymi ofiarami na remont dachu. Dziękujemy za Was Bogu. Za każdym razem, gdy spojrzę na nowy dach, przychodzicie mi na myśl, co wywołuje nową falę wdzięczności naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi, że nie tylko obdarował nas sześć lat temu tą niezwykłą dla nas "miejscówką", ale że też zaopatruje nas przez te lata w tak zadziwiający sposób.
W okresie zimowym łapiemy konieczny oddech. Mamy jeszcze do rozliczenia wewnętrzną pożyczkę w wysokości 15 tysięcy złotych. Potrzebujemy wykonać sporo prac pielęgnacyjnych przy zieleni, na które mamy już pozwolenie Wojewódzkiego Pomorskiego Konserwatora Zabytków. Przed świętami w zasadniczej części uporządkowaliśmy posesję z poremontowych odpadów drewna. Jeśli Bóg pozwoli i da niezbędne środki, to wkrótce zajmiemy się pracami wykończeniowymi na poddaszu. A na horyzoncie widać już osuszanie zawilgoconych fundamentów i murów na parterze dworu, wymianę stolarki okiennej i remont werandy. Widać też ruiny dawnej stajni, którą chcemy odbudować i zrobić z niej zborowy dom socjalny z pokojami dla seniorów i bazą noclegową.

Wdzięczni za wszelką pomoc i dobre słowa, prosimy, abyście pamiętali o nas w Waszych modlitwach. (mb)

piątek, 19 kwietnia 2019

Dwór Olszyński tematem pracy dyplomowej

Dwór Olszyński w minionym roku posłużył za temat pracy dyplomowej. Pani Karolina Golińska, dzisiaj już absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zwróciła się do nas z prośbą o zgodę na jej eksperymenty projektowe w naszym dworze. Pokazaliśmy jej jego wnętrza i opowiedzieliśmy o naszych planach zagospodarowania dworu. Tak powstała praca dyplomowa oceniona na piątkę 😊. Gratulujemy.

Oto autorski opis pracy Pani Karoliny:

"Projekt zakłada powstanie przestrzeni dla zboru zielonoświątkowców oraz stworzenie prywatnego mieszkania dla pastora oraz jego rodziny. Dwór utrzymany został w stylu klasycznym. Świadczy o tym między innymi drewniana sztukateria ganku oraz fresk na klatce schodowej.
Cały parter oraz lewa część wyższych kondygnacji przeznaczona jest do ogólnego użytku. Natomiast prawa część piętra i poddasza przeznaczona została dla pastora i jego rodziny. Utworzone wnętrze możemy podzielić na część ogólnodostępną i prywatną.

Strefa wejściowa z widoczną za oknami werandą
W przestrzeni ogólnodostępnej mieści się strefa wejściowa, w której będzie gromadziła się największa ilość osób. Duża, otwarta przestrzeń uzdatnia komunikację. Z tego miejsca użytkownicy dworku głównie będą się rozchodzić na lewo do wspólnej kuchni lub na prawo do sali koncertowej. W projekcie uwzględniono przestrzeń służącą ekspozycji informacji na temat Dziedzictwa Kulturowego i Duchowego Menonitów. Strefę wejściową zaprojektowano tak, aby wchodząc do dworku można było poczuć przestrzeń ogrodu. Poprzez zastosowanie większych otworów w południowych oknach ganek stał się bardziej dostępny i zintegrowany z wnętrzem jednocześnie wprowadzając naturę do wewnątrz.


Kuchnia znajdująca się na parterze służy do wspólnego przygotowywania posiłków, które są stałym elementem spotkać liturgicznych. Z holu można dostać się do sali muzycznej przeznaczonej do wspólnych śpiewów, koncertów i przedstawień. Sekretariat, kancelaria i poczekalnia znajdują się na piętrze. Pokój edukacyjny znajdujący się na piętrze jest miejscem, gdzie odbywać się będą regularne spotkania dla dzieci. Na poddaszu znajdują się 2 pokoje gościnne z wspólnymi łazienkami i aneksem kuchennym.


Część prywatna mieści się na piętrze, gdzie zaprojektowano mieszkanie pastora. Jest ono dwupoziomowe. Na dole znajduję się duża otwarta przestrzeń z salonem i kominkiem, kuchnią i jadalnią. Klatka schodowa prowadzi do sypialni, pokoju dziecka oraz wspólnej łazienki na poddaszu.



Spokój i harmonię wnętrz uzyskano poprzez zastosowanie stonowanych barw, w podobnej tonacji, dzięki czemu przestrzeń sprzyja relaksowi, medytacji i modlitwie. Zgodność życia z naturą mieszkańców podkreślono naturalnymi materiałami - kamienną posadzką w kolorze piasku i drewnianymi meblami. Subtelna gra pomiędzy fakturami delikatnie urozmaica przestrzeń. Zachowany fresk, który znajduję się na klatce schodowej wpasowuję się w kolorystykę wnętrza dworku. Istotne w tej przestrzeni było zachowanie odpowiednich proporcji, kształtów, materiałów i ich wzajemnego oddziaływania na siebie. Odpowiednio umieszczone światło w takim wnętrzu odgrywa zasadniczą role, ponieważ podkreśla wyżej wymienione cechy. Światło jest również symbolem Ducha Świętego, który jest tak bardzo istotny w wierze zielonoświątkowców. Dzięki umiejscowieniu taśm ledowych w niewidocznych dla oka miejscach widać jedynie poświatę, a nie jego źródło. Poprzez zastosowanie tego oświetlenia wraz z możliwością regulowania temperatury barwowej i intensywności oświetlenia można dowolnie kształtować nastrój, który chcemy wydobyć z pomieszczeń. Projekt powstał z poszanowania wiary oraz wartości użytkujących i zamieszkujących dwór zielonoświątkowców."

Cieszymy się, że nasz dwór okazał się użyteczny także pod tym względem. Wprawdzie tylko niektóre pomysły pani Karoliny mogą być dla nas pomocne w planowanym remoncie wnętrz dworu, ale dobrze jest poznać artystyczną wizję jego zagospodarowania.

Pani Karolina Golińska mieszka w Trójmieście i jako projektant wnętrz jest dostępna pod następującym adresem internetowym: http://www.lineliving.pl  Polecamy :)

czwartek, 4 maja 2017

Program prac konserwatorskich

Po dwuletniej adaptacji dawnej wozowni na salę spotkań, nadszedł czas, że nasze wysiłki możemy już przekierować na budynek dworu. Działania te zostały nakreślone i opisane w  PROGRAMIE PRAC KONSERWATORSKICH DLA ZABYTKOWEGO BUDYNKU DWÓR OLSZYNKA. Jest to dla nas swoista mapa drogowa na całe lata.

 Zaczynać będziemy od dachu. Wkrótce istniejąca więźba dachowa zostanie poddana ocenie  konstruktora i architekta. Wszystko wskazuje na konieczność zbudowania jej od nowa. W najbliższych miesiącach rozpoczniemy prace projektowe. Chcielibyśmy jeszcze w tym roku złożyć wniosek o pozwolenie na budowę. 

Kapitalny remont budynku dworu jest dla nas na tyle dużym przedsięwzięciem, że musimy rozłożyć go na kilka etapów.

sobota, 23 lipca 2016

Pierwsze półrocze 2016

Najwyższa pora przedstawić to, co w ciągu kolejnych sześciu miesięcy działo się u nas na Olszynce.

Od początku roku, pomimo zimowych warunków nieustannie pracowaliśmy na naszej budowie, murując ścianki działowe, rozprowadzając instalację elektryczną oraz montując pierwszą warstwę płyt gipsowo-kartonowych na suficie i skosach. W końcu lutego rozpoczęliśmy tynkowanie ścian wewnętrznych, które zostały zakończone 5 marca. Następnie ułożyliśmy drugą warstwę płyt g-k. W międzyczasie przygotowaliśmy projekt i zamówiliśmy oświetlenie do głównej sali zgromadzeń. Wynegocjowane na 16 tysięcy złotych koszty tego oświetlenie w całości zostały pokryte z jednej ofiary naszych przyjaciół, którzy pragną pozostać anonimowi. W tych dniach ułożyliśmy także przewody do urządzeń multimedialnych.

Po kilku dniach odpoczynku w okresie świąt Zmartwychwstania Pańskiego zajęliśmy się cekolowaniem ścian i sufitów. W końcu marca zostaliśmy zaskoczeni kolejnym aktem błogosławieństwa Bożego. W trakcie jednego z moich wyjazdów z posługą Słowa Bożego okazało się, że mój przyjaciel z okresu służby w Gorzowie Wielkopolskim, zajmujący się aktualnie m.in. montażem balustrad, postanowił sprezentować nam szklaną balustradę na balkon w sali głównej. Przyjechał, dokonał pomiarów, przysłał już profile montażowe do konstrukcji samonośnej i czeka, kiedy będziemy gotowi, by sfinalizować swój dar. Serce mi się rozpływa z wdzięczności Bogu za takich darczyńców, bo to oznacza dla nas kolejną pomoc wartości kilkunastu tysięcy złotych.

Wielkim wyzwaniem finansowym było dla nas zamówienie stolarki przeciw-pożarowej, koniecznej do wypełnienia otworów w ścianie oddzielającej salę główną od zaplecza, która jednocześnie stanowi strefę ochrony pożarowej. Dwie pary drzwi dwuskrzydłowych i dwie witryny kosztowały nas blisko dwadzieścia sześć tysięcy złotych. W połowie kwietnia ułożyliśmy na suficie i czołowej ścianie kaplicy dekoracyjny pas drewna świerkowego o szerokości 2,5 metra. W sobotę 30 kwietnia zbudowaliśmy namiot letnich zgromadzeń zboru, aby z początkiem maja opuścić zbyt ciasne miejsce nabożeństw wewnątrz budynku dworu i przenieść się znów na świeże powietrze.

Maj 2016 roku zaowocował dużym postępem robót wykończeniowych. Przyjechało do nas ze Śląska dziewięciu wspaniałych mężczyzn, braci w Chrystusie i Przyjaciół z przełożonym zboru Kościoła Wolnych Chrześcijan w Palowicach, Marianem Pawlasem na czele, aby nieodpłatnie popracować przy elewacji naszej sali nabożeństw. W ciągu kilku dni dwom ścianom naszego budynku nadali absolutnie nowy wygląd. Dwie pozostałe obiecali zrobić w sierpniu. Wolontariusze z Palowic wyjechali 8 maja, a parę dni później nadeszły centrale do systemu rekuperacji, zamówione dla nas przez jednego z naszych przyjaciół z Katowic i na jego zlecenie zmontowane w dniu 17 maja 2016 roku. W drugiej połowie maja zostaliśmy pobłogosławieni przez Boga wolontariuszem – hydraulikiem, który nieodpłatnie wykonał nam całą instalację wodno-kanalizacyjną.

W tych dniach zacząłem rozmyślać, na ile jesteśmy w stanie nadal zmierzać do zakończenia wszystkich prac o własnych siłach. I wtedy zdarzyło się coś naprawdę dla mnie poruszającego. Późnym wieczorem 1 czerwca 2016 roku otrzymałem od znanego mi człowieka sms z zapytaniem, czy aktualny jest numer konta zboru. Odpowiedziałem że tak i nie wiedząc, co się święci – sam nie wiem dlaczego – ale pomodliłem się w ten sposób, że jeżeli wpłynie jakaś konkretniejsza ofiara, to potraktuję to jako wskazówkę od Boga, że na tym etapie powinniśmy posiłkować się jakąś firmą  zewnętrzną. Głównie chodziło o wykonanie całej instalacji centralnego ogrzewania, przyłączy wodno- kanalizacyjnych obydwu budynków, ułożenia brakujących kanałów wentylacyjnych oraz wylania posadzek. Następnego dnia po południu zajrzałem na konto zborowe. W historii operacji widniała wyróżniająca się, jednorazowa kwota wpływu w wysokości 40 tysięcy złotych! Bóg naprawdę jest dla nas dobry błogosławiąc nas w tym dziele tak wspaniałomyślnymi darczyńcami.

Tak oto mamy już gotową instalację centralnego ogrzewania, ogarniętą sprawę dalszej budowy systemu rekuperacji a także wylane piękne posadzki. Teraz czas na układanie terakoty. W najbliższych tygodniach potrzebujemy 2-3 zręcznych płytkarzy do wyłożenia ok. 200 metrów podłogi z płytek drewnopodobnych o wymiarach 31x62 cm w sali głównej, holu wejściowym i sanitariatach. Równocześnie będziemy intensywnie prowadzić inne prace wykończeniowe, tak aby z Bożą pomocą rozpocząć użytkowanie nowej sali zgromadzeń zanim nadejdzie zimna jesień.

Oczywiste, że na Olszynce nie żyjemy wyłącznie sprawami budowlanymi. Zapraszamy gości, którzy budująco wpływają na zbór. Organizujemy rozmaite koncerty.  1 maja mieliśmy majówkę wraz z braćmi i siostrami ze zborów w Gdyni i Wejherowie. W każdą sobotę prowadzimy klub dla dzieci. W pierwszą niedzielę lipca zorganizowaliśmy uroczystość chrztu wiary i zaraz potem prowadziliśmy  tygodniowe półkolonie, w których brało udział ponad czterdzieści dzieci. Wkrótce odwiedzi nas ponownie chór mennonitów z USA i Kanady, a w sierpniu amerykańska grupa muzyczna Vinesong.

Kończąc ten kolejny raport z Olszynki pragnę oddać chwalę Bogu za Jego błogosławieństwo i w imieniu całej naszej społeczności serdecznie podziękować wszystkim ofiarodawcom wspierających nasz trud finansowo. Wierzymy, że Pan Jezus widzi Waszą ofiarność i nie pozostawi jej bez nagrody.

Przed nami jeszcze sporo pracy i wydatków. Czeka nas m.in. dość poważny koszt budowy przyłącza gazowego i zakupu pieca centralnego ogrzewania. W ciągu najbliższych tygodni potrzebujemy pomocy w ułożeniu terakoty i glazury na parterze budynku. Potem będziemy stawiać czoła zakupom wyposażenia do nowych pomieszczeń zborowych.

Bardzo proszę wszystkich Przyjaciół Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, abyście pamiętali o nas w Waszych modlitwach.

Marian Biernacki

czwartek, 31 grudnia 2015

Raport z adaptacji wozowni na salę spotkań

Mija właśnie dziewięć miesięcy od chwili, gdy wystartowaliśmy z projektem adaptacji dawnej wozowni na salę zgromadzeń Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Począwszy od rozbiórki całkowicie zgniłej starej więźby dachowej, poprzez naprawę i przemurowania murów, odtworzenie otworów drzwiowych i okiennych, betonowanie wieńca i stropu, budowę nowej więźby dachowej, pokrycie budynku dachówką ceramiczną, budowę ścianek wewnętrznych, wstawienie okien i ogromnych czterech wrót aż po ocieplenie poddasza pianką poliuretanową – wszystko to wydarzyło się w ciągu dziewięciu miesięcy.

Biorąc pod uwagę fakt, że te prace wykonaliśmy systemem gospodarczym we własnym zakresie - jedynie od czasu do czasu korzystając z pomocy wolontariuszy zewnętrznych – jest całkowicie jasne, że przy realizacji tego dzieła od samego początku cieszymy się wsparciem naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Gdy pomyślę, jak wielu wyzwaniom trzeba nam było w tym czasie stawić czoła, ile fachowych robót – z którymi wcześniej nie mieliśmy do czynienia – wykonać i jakie pieniądze na to wszystko wydać, to moje serce zalewa fala wdzięczności Bogu za Jego pomoc. Ogarnia mnie też duma z członków naszej wspólnoty. Swym zaangażowaniem w przygotowywanie sali spotkań dali jak najlepsze świadectwo wiary w Jezusa, swoich umiejętności i społecznego zaangażowania.

Nie mniej godną podziwu i wdzięczności dla Pana Jezusa jest sprawa zaopatrzenia materialnego naszej budowy. W ciągu minionych dziewięciu miesięcy raz po raz byliśmy zaskakiwani niezwykłą wspaniałomyślnością nawet ze strony czasem bliżej nieznanych nam wcześniej osób. Nieodpłatne użyczenie koparki, stal konstrukcyjna ‘po kosztach’, sfinansowanie wywozu ogromnej ilości gruzu, podarowanie drewna konstrukcyjnego na więźbę dachową, desek na odeskowanie całej płaszczyzny dachu i górnego stropu wraz z transportem tegoż drewna z Mazur, nieodpłatne użyczenie na całe dwa miesiące żurawia budowlanego, sfinansowanie wykonania wszystkich kotew stalowych do zamocowania w elewacji budynku, ofiara na zakup profesjonalnego systemu monitoringu naszej posesji, podarowanie blachy do obróbki blacharskiej dachu a ostatnio zaskakujący prezent w postaci ocieplenia całego poddasza pianą poliuretanową z zakupem materiałów i kosztami przyjazdu ze Śląska włącznie. Czyż Bóg nie jest dla nas wspaniałomyślny?!

Podsumowując dziewięć miesięcy pracy mającej na celu przerobienie ruiny dawnej wozowni w salę spotkań naszej wspólnoty pragnę przede wszystkim oddać w ten sposób chwałę naszemu Bogu i Panu, Jezusowi Chrystusowi. Gdyby nie Jego łaska, ochrona od złego i błogosławieństwo dla naszego dzieła, nasz trud z pewnością nie przyniósłby takich rezultatów. Po drugie, pragnę serdecznie podziękować wszystkim ofiarodawcom. Wasza miłość wyrażona praktyczną pomocą materialną uskrzydlała nas przez te miesiące i utwierdzała w przekonaniu, że nasz trud nie jest daremny.

Po dziewięciu miesiącach urodziło się całkiem już pokaźne dzieło. Teraz czas na prace w środku. Proszę o wsparcie w modlitwie!

Marian Biernacki

środa, 29 października 2014

Raport jesienny 2014

W ramach podsumowania pierwszego roku użytkowania Dworu Olszynka przez Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE zestawiliśmy najnowsze fotografie ze zdjęciami sprzed roku. Zabieg ten ma na celu unaocznić zmiany wizerunkowe, jakie nastąpiły w tym okresie na terenie posesji.
Widok ogólny zabytkowego dworu od strony ul. Olszyńskiej

Dziedziniec zespołu dworsko - parkowego od strony głównej bramy wjazdowej

dziedziniec

Widok od wejścia do budynku dworu w stronę budynku byłej wozowni

Wejście główne do budynku dworu

Brama historyczna widziana od wewnątrz posesji

Ogród od strony południowej

Historyczny wjazd na posesję Dworu Olszynka 

Historyczna furtka wejściowa od strony ul. Olszyńskiej

Drewniana weranda od strony południowej